poniedziałek, 30 czerwca 2008

Wakacje na gospodarstwie

Od wczorajszego popołudnia, przez najbliższy tydzień siedzimy z żoną u szwagra na gospodarstwie. Szwagier z żoną i dziećmi pojechali na wakacje, my pilnujemy im domu i trzody. Trzoda to kilka psów i kotów, ale zawsze. I mimo, że muszę jeździć do pracy codziennie, trochę dłużej niż do tej pory (bo to 15 km od miejsca, w którym mieszkam na stałe), czuję się, jakby to były wakacje.

Dlaczego?

Jako urodzony i wychowany w Warszawie, z przyrodą dłuższy kontakt miałem w zasadzie tylko przez wakacje i ferie. A te spędzaliśmy u babci, w małej miejscowości na Pogórzu Ciężkowicko-Rożnowskim. Siedzenie na dworzu (to Galicja, więc na polu) przez cały czas zdecydowanie kojarzy mi się tylko z wakacjami.

Wczoraj po meczu poszedłem sobie posiedzieć chwilę na świeżym powietrzu, przed domem. Poczułem się jak podczas wakacji dobrych kilka lat temu...

Szkoda, że własny dom zbuduję dopiero za kilka lat... :(

Brak komentarzy: