wtorek, 15 lipca 2008

Śliwki obrodziły

W niedzielę po południu wpadłem na moment na działkę. Spodziewałem się zobaczyć drzewa obwieszone ciemnogranatowymi śliwkowymi owocami. W końcu mój wielki sad śliwkowy ponoć składa się z drzew w trzech odmianach, owocujących o różnych porach. Pierwsza miała zacząć owocowanie na początku lipca.

Samochód zaparkowaliśmy (byłem z rodzicami i babcią) na samym początku działki. Pierwszy rzut oka ujawnił tylko, że na drzewach jest cała masa zielonych owoców. Niezrażony tym widokiem wziąłem torebkę foliową i ruszyłem wzdłuż działki. Przy okazji, po raz pierwszy od kupienia działki, miałem okazję nawiązać krótką wymianę zdań z mieszkanką(?) sąsiedniego domu. I szedłem kawał drogi, zebrawszy po drodze jeden czy dwa owoce. Aż doszedłem tak mniej więcej do dwóch trzecich sadu i moim oczom ukazał się cudowny widok.

Owoców było tak dużo, że aż nie było za bardzo wiadomo, od czego zacząć zbieranie. Po prostu olbrzymie ilości. Nic, tylko iść i zrywać. Zerwałem więc tak dużo, że torebka wyglądała, jakby miała się zaraz rozerwać. Trochę też zjadłem, oczywiście nie mogłem sobie odmówić. Mimo, że drzewa nie były pryskane, owoce nie mają robaków. Przynajmniej te, które obejrzałem przed zjedzeniem. ;)

Dziś wieczorem zabieram żonę i jedziemy tam pozbierać tych owoców, obdzielimy bliższą i dalszą rodzinę i przyjaciół. :)

Brak komentarzy: