sobota, 11 października 2008

Gospodarska wizyta na dzialce

Korzystając z pięknej, sobotniej pogody, postanowiłem odwiedzić dziś działkę. W sumie nie miałem tam nic do zrobienia, po prostu chciałem się przejechać, bo lubię tam jeździć.

Wziąłem ze sobą sekator i poprzycinałem trochę pędów czarnej porzeczki, ale nie to jest najważniejsze.

Już jakiś czas temu sąsiednia działka została zaorana. Wcześniej były tam porzeczki, teraz będzie owies. Mam wrażenie, że sąsiad trochę przesadził z zaoraniem miedzy, co widać na poniższym zdjęciu (zrobionym 2. października, ale to akurat nie ma większego znaczenia).

Z albumu Działka i dom
To małe piwo. Póki mi ta działka nie jest do niczego konkretnego potrzebna, niech sobie sąsiad ją orze. Dziś jednak odkryłem zupełnie co innego. Otóż sąsiadowi przeszkadzały rosnące blisko granicy drzewa i wystające na jego pole gałęzie. Wcale mu się nie dziwię. Za czasów porzeczki gałęzie mogły sobie wchodzić na jego pole i nic to nie przeszkadzało -- widać to na przykład na tym zdjęciu sprzed roku. Ale teraz, gdy chce posiać tam owies, sytuacja się zmieniła.

Sąsiad poobcinał więc sporo gałęzi z moich drzew, kilka z nich również wyciął, w tym jedną sosnę i kilka małych liściastych drzewek. Sosenkę widać poniżej:



Przyznam, że moim pierwszym pomysłem jak zobaczyłem te gałęzie i drzewa było dowiedzieć się od sąsiada (tego, który ma zbudowany dom obok mnie), do kogo należy ten kawałek pola, pojechać i porozmawiać. Kulturalnie, bo te kilka patyków nie jest warte utraty dobrych układów z sąsiadem.
Jak przeszedłem się w głąb działki, zobaczyłem, że ktoś coś grzebie w ziemi na tym kawałku pola. Podszedłem, przywitałem się, zapytałem, do kogo należy ten kawałek ziemi. Okazało się, że do mojego rozmówcy. Potem skojarzyłem, że to ten wspomniany sąsiad, po prostu go nie poznałem. Zapytałem, czy to on powycinał te gałęzie i drzewa. Gdy potwierdził, powiedziałem, że nie jestem za bardzo szczęśliwy z tego powodu. Gdy zaczął tłumaczyć, że mu to było potrzebne, poprosiłem, żebyśmy się wymienili namiarami i żeby następnym razem do mnie zadzwonił w takiej sytuacji.

Potem szybko zmieniłem temat. Zapytałem, jak ma się kwestia wodociągu. Rozmowa zeszła na tematy wody, sąsiad wspomniał, że miał zwykłą studnię kręgową na 9 metrów i mu wyschła. Ostatnio więc wywiercono mu studnię głębinową na 30 metrów, po 55 PLN za metr + 250 PLN za przyjechanie. Dopiero na tych 30 metrach dotarł do wody.

Pogadaliśmy jeszcze chwilę, obiecałem, że kiedyś wpadnę po numer telefonu (nie pamiętał swojego a nie miałem serca go ciągnąć 300 metrów do domu), poprosiłem, żeby pozdrowił żonę i pożegnałem się.

Dobre układy z sąsiadem to podstawa. Przynajmniej tak mi się wydaje, w sumie nigdy nie mieszkałem na wsi, nie licząc wyjazdów do dziadków na wakacje...

Porobiłem też kilka zdjęć ładnych, kolorowych widoków.







Brak komentarzy: