sobota, 24 października 2009

Krytyka domu i działki nad Drwęcą

Dzisiejsze popołudnie spędziliśmy u mojego szwagra (brata żony) i korzystając z okazji pokazaliśmy kilku osobom zdjęcia i filmiki wykonane w zeszłą niedzielę. I sporo podyskutowaliśmy na temat naszego pomysłu kupienia tej działki.

Co by tu mówić -- generalnie pomysł został skrytykowany. Mój entuzjazm troszkę stopniał...


Generalnie argumenty takie, jakie słyszeliśmy już kilka razy. Bo temat wałkujemy wciąż z różnymi ludźmi -- głównie jednymi i drugimi rodzicami. Argumenty w rodzaju:
  • tam jest daleko od miejsca, w którym mieszkamy my i nasi rodzice,
  • mieszkając tam nie będziemy w stanie pracować tak, jak teraz,
  • a jeśli nie etat, to jak będziemy zarabiać na życie,
  • dom wymaga sporej inwestycji,
słyszeliśmy już wiele razy. Tym razem jednak zależało nam na opinii szwagra i jego żony. On z wykształcenia jest rolnikiem (magister rolnictwa o specjalności agrobiznes), poza tym kilka lat temu był w podobnej sytuacji jak my -- świeżo po urodzeniu dziecka kupili z żoną kilkuhektarowe gospodarstwo z domem nadającym się do remontu. Na dokładkę pracuje w ośrodku doradztwa rolniczego. Można więc powiedzieć, że oprócz przygotowania teoretycznego ma spore praktyczne doświadczenie w realizowaniu takich pomysłów jak ten nasz...

Generalnie gdy szwagier pierwszy raz usłyszał o działce (że ponad 8 ha za ok. 200 000), stwierdził, że warto ją kupić. Dziś, gdy dowiedział się, że ziemi nadającej się do łatwej uprawy jest tam niewielka część (o ile dobrze kojarzę, ok. 2-3 ha), stwierdził, że ma to mniejszy sens. Faktycznie, cała reszta działki nie zarobi na siebie w klasyczny sposób, trzeba byłoby wymyślić coś zupełnie innego.

Myśleliśmy o agroturystyce. Zresztą tak naprawdę to kwestia zarabiania pieniędzy na tej działce jest przynajmniej dla mnie kwestią wtórną.

Mój życiowy plan zakłada, że z tego, co teraz dla mnie jest działalnością dodatkową (czyli z prowadzenia stron internetowych), będę w stanie się utrzymać. Dziś mam z tego źródła mniej więcej połowę swojej zwykłej pensji. Zanim byśmy się tam wyprowadzili (co mogłoby nastąpić za jakieś 3 lata, gdy ja skończę moje studia podyplomowe, które zaczynam teraz, i żona zrobi studia magisterskie uzupełniające) zapewne zarabiałbym na tyle dużo, by móc zupełnie rzucić etat i nie zajmować się niczym innym. :)

Tak czy siak, zanim podejmiemy decyzję, największe znaczenie mieć będzie opinia rzeczoznawcy budowlanego, który oceni nam, czy będziemy w stanie w dających się przewidzieć kosztach ten dom doprowadzić najpierw do porządku, a potem do takiego stanu, jaki byśmy chcieli (np. z zagospodarowaniem poddasza).

Brak komentarzy: