czwartek, 5 listopada 2009

Pierwszy kontakt z agentem nieruchomosci

Dziś po raz pierwszy w moim życiu miałem do czynienia z agentem nieruchomości. Jeśli wszyscy agenci zajmujący się pośrednictwem w obrocie nieruchomościami działają tak samo, to nie dziwi mnie, że ludzie tak ich nie cierpią!

Od jakiegoś czasu hobbystycznie przeglądamy sobie internet w poszukiwaniu działki do kupienia. Najlepiej działki z domem. Ostatnio żona znalazła jedną, w Sochaczewie.


W skrócie napisane w ogłoszeniu było, że za 120 000 PLN ktoś chce sprzedać dom o powierzchni ok. 100 m² na działce o powierzchni 7 500 m². Kasy niedużo, jak za dom i tak olbrzymią działkę. Więc się zainteresowaliśmy.

Pierwsze, co mnie zaniepokoiło w ogłoszeniu, to bardzo małe zdjęcia. Naprawdę bardzo małe. Wyglądało to tak, jakby ktoś podprowadził z jednego ogłoszenia internetowego same miniaturki zdjęć i powstawiał je do własnego ogłoszenia. A ponieważ ogłoszenie wystawione było przez agencję nieruchomości, wyglądało to tak, jakby ta agencja zrobiła to bez wiedzy i zgody właściciela działki i domu.

Pierwszy raz żona zadzwoniła tam z półtora tygodnia temu. Rozmówczyni (wymieniona w ogłoszeniu z imienia, nazwiska i numeru telefonu) poleciła jej, by zadzwoniła po weekendzie, czyli w miniony poniedziałek. Żona zadzwoniła dzisiaj, usłyszała znów, że ma zadzwonić po weekendzie. Gdy zapytała, czy może dostać informację, w jakiej miejscowości jest ten dom, dowiedziała się, że nie -- "bo sobie pojedzie i dogada się z właścicielem"!

Kilka godzin później zadzwoniłem ja. Zacząłem od pretensji, że wystawiają ofertę sprzedaży nieruchomości, co do której wcale nie są pewni, czy będzie ona sprzedana. Bo mnie też polecono kontakt po weekendzie. Później zapytałem, gdzie dokładnie jest ten dom położony. Pani oczywiście nie chciała mi podać dokładnej informacji, za to powiedziała, że jest ona ok. 12-15 km od Sochaczewa, w stronę Żyrardowa. Tak, jak przypuszczałem, tak tani dom nie mógł znajdować się w samym mieście...

Agentka ma się do mnie odezwać po weekendzie. Ciekawe, co mi powie. Śmierdzi mi to na odległość, tym bardziej, że teraz działka jest wystawiona za 150 000 PLN.

3 komentarze:

miroslaw pisze...

Czasami zachowanie agenta jest wynikiem działań zleceniodawcy, więc nie zawsze jest tak, że agent coś kombinuje, chociaż może na to wyglądać.

Agent poinformuje Cię gdzie dokładnie znajduje się nieruchomość dopiero kiedy podpiszesz 'umowę', w której zobowiążesz się że jeśli zechcesz kupić rzeczoną nieruchomość to tylko przez tę właśnie agencję. Dopiero wtedy możesz z agentem lub bez niego jechać i oglądać.

Generalnie jednak nie polecam - miałem do czynienia z kilkunastoma i pozytywnych wrażeń 0. Słownie: zero. Owszem, jedni potrafią lepiej zagadywać niż inni, tyle że akurat na mnie to nie działa i nie tego potrzebuję.
Agencja nieruchomości sprzedaje tak naprawdę wyłącznie katalog ofert. Nie ma pełnej informacji, co jest największą bolączką. Przynajmniej ja się nie spotkałem z czymś takim że podają mi wszystko od A do Z na temat danej nieruchomości, łącznie z materiałem filmowym, który pozwoliłby mi ocenić czy warto tam jechać i oglądać. Wszędzie trzeba pojechać, tylko po to by już na wejściu stwierdzić że nieruchomość jest nieodpowiednia. Nie ma wsparcia w negocjacjach, co oczywiste - im wyższa cena tym większa prowizja. Nie ma również pewności co do braku obciążeń nieruchomości - agent za nic nie odpowiada, a przynajmniej tak było kiedy ja się z nimi spotykałem. Skoro i tak wszystko muszę sam, a jedyne co agencja może mi zaproponować to katalog z ofertami, to ja prawdę mówiąc, wolę jednak zainwestować swój czas i poszukać osobiście. Zwłaszcza że jest to jednokrotna inwestycja na lata, więc tego czasu mi nie szkoda.

Najlepiej kupić sobie prepaidowy starter, wyrobić wizytówki i pojeździć po wybranej okolicy, porozmawiać z ludźmi, zostawiać wizytówki, naklejać ogłoszenia.

Z okolic Żyrardowa, najbardziej podoba mi się Popielarnia/Miedniewice. Dobra droga, asfalt kończy się w lesie, więc ruchu dużego nie ma. Wyjazd na Wiskitki, gdzie już są całkiem dobre możliwości komunikacyjne (północ-południe lub do stolicy autem przez Błonia czy pospiesznym z Żyrardowa), a będzie jeszcze lepiej. W Żyrardowie w 20 minut. Wokół lasy i pola, cisza i spokój.

Tylko muszę troszku dozbierać :)

RG pisze...

Witam, także polecam dużą ostrożność we współpracy z agencjami nieruchomości. Przede wszystkim zależy im na domknięciu transakcji bo wtedy dostają prowizję. Będą dlatego dążyć do tego żebyś coś kupił, nieważne co. Jak szukałem działki to agencja nieruchomości zmarnowała dużo mojego czasu pokazując mi zupełnie beznadziejne oferty. Nie wiem czy nie mieli lepszych, czy nie chcieli ich pokazać widząc że liczę kasę.

Krzysztof Lis pisze...

@miroslaw: ja doskonale rozumiem, że agent nie chce stracić prowizji. Ale przecież jeśli on wystawia tę nieruchomość jako swoją ofertę, powinien wcześniej dogadać się ze sprzedawcą -- i to ze sprzedawcą powinien podpisać taką umowę o wyłączności.

Jeśli chodzi o Twoje zastrzeżenia co do obciążeń nieruchomości, doskonale je rozumiem.

@RG: dzięki za ostrzeżenie... :)