piątek, 11 grudnia 2009

Chyba jednak go nie kupimy

Żona oglądała dzisiaj ten dom, o którym tu ostatnio piszę. No i chyba jednak go nie kupimy...

A dlaczego nie? Powody można wyliczać.

Zacznijmy od samej lokalizacji. Kolega, który ma działkę ledwie kilkanaście kilometrów dalej (i regularnie nieopodal tego domu przejeżdża), twierdzi, że okolica jest piękna. Rzeczywiście, na zdjęciu satelitarnym wygląda sympatycznie. Duże puste przestrzenie, luźna zabudowa, i tak dalej... To jest fajne. Ja chętnie kupiłbym działkę na jakimś odludziu, żeby mieć do najbliższego sąsiada co najmniej dwa kilometry. ;)


Z drugiej strony, działka nie jest 12 km od miejsca, w którym teraz mieszkamy, tylko ok. 22 km. Tym sposobem trzeba byłoby kompletnie zmienić zwyczaje dojazdowe do pracy. Teraz jeżdżę prywatnym busem na dworzec PKP, potem do Warszawy pociągiem pospiesznym (wkrótce TLK), potem metrem do biura. Musiałbym busa zamienić na samochód i jeśli nawet czasowo wychodziłoby podobnie (na busa wychodzę ok. 30 minut przed odjazdem pociągu), to koszty byłyby znacznie wyższe. Działka jest niby ok. 6 km od stacji innej linii kolejowej (nie Warszawa-Łódź, tylko Warszawa-Poznań), ale stamtąd jeżdżą tylko pociągi osobowe. I do Warszawy jeżdżą ponad godzinę (teraz pospieszny tylko 35 minut).

Sama działka też nie jest jakaś wyjątkowa. Niby w ofercie napisane jest, że działka ma 7 500 metrów kwadratowych powierzchni, czyli 75 arów (3/4 hektara). Ale na zdjęciu satelitarnym wygląda niespecjalnie.


Od Nasz tani dom...

Ta działka to tylko ten zielony kolor. Cała zaorana okolica nie wchodzi już w skład działki. Powierzchniowo to by się nawet zgadzało, bo w najszerszym miejscu działka ma ok. 50 metrów szerokości. Tyle tylko, że ponad 1/3 tej wielkiej działki to równie wielkie podwórko.

Niby w ofercie napisane jest, że działka jest zadbana, ale na zdjęciu tego za bardzo nie było widać. Wielkie, bezużyteczne podwórko, część ogrodzona dla jakichś kur czy kaczek, to po prostu zwykłe marnotrawstwo. Trzeba byłoby tam właśnie urządzić ogród.



Sam dom to też wizualnie nic specjalnego. Górna część ściany szczytowej nie jest już zrobiona z tej pięknej czerwonej cegły, tylko paskudnego pustaka. Dach do wywalenia, bo to przecież azbest (eternit). Dom do docieplenia, bo choć agentka twierdzi, że jest "z cegły i pustaka, więc ciepły", na pewno tak nie jest. To znaczy ciepły jest, jak się w nim mocno grzeje, a i to niekoniecznie. O tym jeszcze wspomnę... Do wymiany też rynny i dach nad gankiem.

Stolarka okienna nowa. Okna sześciokomorowe, jak twierdzi agentka, znaczy się, że z drewnopodobną okleiną. Mnie to wisi, ja i tak dorobiłbym do nich ocieplające okiennice. Inna kwestia to sam fakt kretyńskiego zamontowania okien, które są blisko zewnętrznej krawędzi ściany. To chyba było przygotowanie do późniejszego dołożenia warstwy styropianu.

W środku dom wizualnie ładny i niemal gotowy do zamieszkania. Pomijam w tym momencie straszny burdel, który został w środku zostawiony przez właściciela. Na podłodze płytki, ściany wymalowane na ładne kolory, łazienka gotowa.

W środku jest tylko jeden kłopot, który uniemożliwia mi zamieszkanie w tym domu. Mianowicie... ogrzewanie. Otóż ogrzewania to tam prawie nie ma.



Całe ogrzewanie w tym domu to ten jeden jedyny wolnostojący piec, czyli tzw. koza. Jeden jedyny. Ciekawe, jak ten piec daje radę ogrzać trzy pokoje, kuchnię i łazienkę. Śmiech na sali. Ogrzewania centralnego nie ma. Nie ma i łatwo go zrobić nie będzie. Nawet nie dlatego, że trzeba byłoby kuć ściany albo podłogę (ja bym wolał ogrzewanie podłogowe). Po prostu dlatego, że w domu nie ma gdzie urządzić kotłowni! Jedyne wyjście to kotłownia w salonie, czyli kominek z płaszczem wodnym. No, nie jedyne, zawsze można kupić za 30 000 pompę ciepła albo znacznie tańszy kocioł gazowy -- tylko wtedy na gaz ciekły (propan), który sporo kosztuje. Wtedy pompa czy kociołek mógłby sobie stać albo wisieć w łazience czy kuchni. Te urządzenia nie są brzydsze od pralki czy lodówki, nie hałasują i nie brudzą, więc mogłyby tam być zamontowane...

Aby tam zamieszkać, trzeba byłoby dołożyć tam przynajmniej drugą kozę a tę ulepszyć, montując użebrowanie na rurę spalinową. I zostawiać otwarte drzwi, żeby ciepło mogło sobie do woli krążyć między pomieszczeniami. Miejscowo (np. w łazience) dogrzewać się termowentylatorami.

Budynek gospodarczy jest fajny i to chyba największa wartość tej nieruchomości. Zwłaszcza, gdy ma się (jak ja) mnóstwo mniej i bardziej szalonych pomysłów na budowanie różnych cudów. ;)



Na zdjęciu widać też kolejny kawałek tej "zadbanej działki"...

Podsumowując, damy szansę właścicielowi sprzedać dom z działką za 150 000 PLN. Za 220 000 PLN plus koszty (prowizja dla agentki 2,9% + VAT, a do tego podatek i taksa notarialna i opłata za wpis do księgi wieczystej), na pewno go nie kupimy. Właściciel chciałby dostać gotówkę, a takiej ilości gotówki nie jesteśmy w stanie napożyczać od rodziny... ;)

4 komentarze:

FotoDokument pisze...

Cześć! przeczytałem pobieżnie Twojego bloga i twoje podejście jest bardzo podobne do mojego jeśli chodzi o budowanie domu. Ja wybrnąłem z tych wszystkich koncepcji na tani i ekologiczny dom w sposób, który Tobie też polecam. A mianowicie postanowiłem z żoną, że przeniesiemy wiejską chałupę na naszą działkę. Jest to rozwiązanie prawie idealne pod każdym względem, pod warunkiem że trafisz chatę w dobrym stanie i niezbyt starą. My szukaliśmy domu przez kilka miesięcy i znaleźliśmy piekną chatę(100m2) z lat 50-tych w bardzo dobrym stanie na podlasiu za 17 tyś zł. Rozbiórka przeniesienie i złożenie to koszt 15 tyś zł. Trzeba doliczyć koszt fundamentów, podłączenia mediów, komina, systemu ogrzewania, nowego dachu, ale za śmieszne pieniądze masz prawie gotowy dom. Jakie są tego zalety? ekologia- wykorzystujesz to co już było, nic nie produkujesz, a materiał to odnawialne i biodegradowalne drewno a nie pseudo ekologiczny dom szkieletowy. Masz ciepły i zdrowy dom, kosztów tobie nie podam, bo jesteśmy w trakcie realizacji, ale domek rozłożony czeka na lepszą pogodę by go zestawić na naszej działce. Ze wstępnego kosztorysu wynika że będziemy mieli wykończony i umeblowany dom o łącznej powierzchni 160m2 za 200 tyś zł. to tak pokrótce jako pomysł na tanie budowanie, widziałem tą metodą postawionych kilka domów i zawsze byłem pod wrażeniem. Pozdrawiam! maciej

Krzysztof Lis pisze...

Maćku, dzięki za komentarz! Koncepcja niezła, ale wolę jednak zbudować dom od podstaw. Tym bardziej, że nie czuję tego, że dom szkieletowy miałby być "pseudo ekologiczny". Pomijając płyty OSB i folie, są tam wyłącznie naturalne surowce, bo przecież wełna mineralna i drewno. :)

Przed chwilą dzwoniłem do agentki nieruchomości, dowiedziałem się, że tam są dwie kozy (ciekawe, że moja żona widziała tam tylko jedną). Dowiedziałem się też, że nie ma jeszcze żadnych zdjęć o lepszej rozdzielczości niż te, które są w aukcji. Mimo, że kobieta tam jeździ od jakiegoś czasu i ten dom klientom pokazuje. Za 2,9% + VAT prowizji to moim zdaniem jest skandal...

FotoDokument pisze...

Zajrzałem i widzę że odpisałeś, więc napiszę w skrócie dlaczego mam taką opinię o szkieletowcach. Normalnie materiał na dom z bala jest z lasu, a na szkieletowca z fabryki. Płyta osb to odpady drewniane sklejone klejem, nie chcę demonizować ale słyszałeś o formaldehydzie, nie jest zbyt zdrowy, czy zaryzykujesz żeby np. twoje dziecko spało w pokoju wyłożonym osb? nawet jeśli opinie są przesadzone to czy warto ryzykować? dalej wełna mineralna, brzmi przyjaźnie, ale to nie jest nic innego jak stara wata szklana. Igiełki wełny mogą być niebezpieczne dla zdrowia, nie muszą ale mogą. Dalej folie w ścianach, to na pewno nie jest eko. Generalnie produkcja elementów domu szkieletowego to nic innego jak zwykły przemysł, dla kontry opiszę w skrócie budowę ściany w moim domu: bal sosnowy, ocieplenie z wełny drzewnej, mata trzcinowa, na to tynk gliniany. proste i zdrowe. a ściana szkieletowca to generalnie same wióry klej i folia. Chociaż zgadzam się że lepszy szkielet niż mieszkanie w slamsach, tak nazywam bloki z wielkiej płyty(nikomu nie życzę, znam z autopsji). Nic nie da takiej radości jak własny dom, na własnej ziemi, z piękna okolicą, ciszą, i wieczornym ogniskiem w ciepły lipcowy wieczór. Trochę się rozmarzyłem, życzę Ci żebyś wybudował lub kupił jak najszybciej swój wymarzony dom! pozdro! mac

Krzysztof Lis pisze...

Maćku, trochę demonizujesz. :)

Wełna mineralna to nie tylko wełna szklana, ale też wełna skalna, bazaltowa. Folia w ścianie zabezpiecza przed ewentualnymi "igiełkami", a ponieważ jest z obydwu stron wełny (paroizolacja od środka, paroprzepuszczalna od zewnątrz), nie ma się co ich obawiać.

OSB to rzeczywiście wióry plus klej, choć osobiście uważam zagospodarowanie wiórów do produkcji materiałów budowlanych za świetne rozwiązanie. Z drugiej strony klej rzeczywiście może uwalniać rozpuszczalniki, ale też nie ma tu co przesadzać. Przecież na płytę OSB kładzie się tynk, albo przynajmniej płyty gipsowo-kartonowe. A resztę załatwia skuteczna wentylacja.

Moim zdaniem dom powinien być przede wszystkim tani w eksploatacji. A jak będzie zużywać mało ciepła, to będzie ekologiczny. I to ma dla mnie większe znaczenie, niż to, ile energii czy węgla zużyję na wybudowanie tego domu.