poniedziałek, 17 maja 2010

Osiołkowi w żłoby dano,

czyli od przybytku głowa (jednak) boli. W wielu przypadkach brak wyboru jest lepszy, niż zbyt duży wybór, bo ciężko podjąć decyzję.

Aktualnie przyjęty przez nas plan budowy domu i przeprowadzki jest taki, że za dwa lata zaczynamy budowę i się przeprowadzamy możliwie szybko. Do tego czasu mieszkamy w Warszawie (przeprowadzimy się tam w czerwcu lub lipcu), a na działkę będziemy jeździć na weekendy, może na urlopy.

Wykorzystanie działki weekendowo przerabiamy od trzech lat, choć do tej pory tylko raz tam nocowaliśmy w kamperze. Wiemy więc już, jakie przyjemności się z tym wiążą. I jakie nieprzyjemności.


Podstawową nieprzyjemnością jest konieczność wożenia ze sobą wszystkiego, co jest nam tam potrzebne. Począwszy od stołu i foteli, które sobie zawsze rozstawiamy, skończywszy na narzędziach ogrodowych. Gdy raz zostawiłem tam przez roztargnienie na kilka dni kosę (pamiątkową, po dziadku, mocno zużytą) tak została ukradziona. I dlatego chciałbym tam możliwie dużo rzeczy zostawić, by nie wozić ich na stałe w kamperze albo nie musieć o nich pamiętać.

No i co by tu zrobić, żeby mieć to gdzie zostawić?

W tygodniu znalazłem na Allegro do kupienia fajny aluminiowy wojskowy kontener. Zawsze mi się podobały takie wynalazki, więc pomyślałem, że może fajnie byłoby go na działce postawić. No ale kosztował ponad 9 000 PLN, czyli tyle, ile kosztują używane domki holenderskie z dolnej półki. Więc żona zaproponowała, że może pomyślimy nad takim właśnie domkiem?

W niedzielę pojechaliśmy do Skierniewic obejrzeć właśnie domki holenderskie. Gość z firmy zajmującej się handlem nimi na placu miał ich ze 20, z czego mniej więcej połowę tych tańszych. Obejrzeliśmy kilka, spodobał nam się jeden. Prawie zdecydowaliśmy się na jego zakup. Postawienie go na działce byłoby stosunkowo proste, wymagałoby tylko wycięcia części sadu, żeby na działkę mógł wjechać samochód, no i żeby było gdzie go postawić. O domku holenderskim myśleliśmy i wcześniej, ale w kontekście stałego obiektu na działce, w którym byśmy zamieszkali. Ostatecznie z tamtego pomysłu zrezygnowaliśmy.

Wracając do domu wstąpiliśmy do teściów i teść nie bardzo pozytywnie odniósł się do naszego pomysłu. Jego argument był całkiem rozsądny -- zapytał, ile pustaków można kupić za te 8 000 PLN. I zasugerował, żeby może postawić na działce garaż, który będziemy wykorzystywać również wtedy, gdy się tam na stałe przeprowadzimy.

Na działce docelowo stać będzie garaż ze sporym pomieszczeniem gospodarczym, w którym będę sobie budował różne fajne rzeczy i spotykał się z klientami. Dlatego pomysł budowy takiego budynku jest jak najbardziej na miejscu. Tyle tylko, że ja chciałbym sobie taki budynek zbudować w technologii glinosłombeli, z angielska straw bale, czyli szkieletu drewnianego i kostek słomy otynkowanych gliną.

Z garażem jest taki kłopot, że zgodnie z prawem budowlanym, na jego budowę wymagane jest pozwolenie. A pozwolenie na budowę to mnóstwo zmarnowanego czasu.

Zostaje ziemianka. Ona też na działce powstanie, i to raczej bez pozwolenia na budowę (a tylko na zgłoszenie). I ona byłaby chyba najprostsza, z punktu widzenia technologii wykonania. Wykop i żelbet, albo duży wykop, pustaki i strop. Od biedy mógłbym ją nawet w całości sam zbudować, choć zajęłoby mi to pewnie parę miesięcy. ;)

Sam nie wiem, co wybrać. Chyba zdecydowałbym się na ziemiankę. Żona z kolei optuje za domkiem holenderskim, który jest z kolei najprostszy do postawienia na działce... Zobaczymy... Gdy decyzja zapadnie i zaczniemy wydawać pieniądze, dam znać. :)

2 komentarze:

ujemny pisze...

Hmm do 35m2 budowle trzeba tylko zgłosić. Na pewno bywasz na forum cohabitat.net gdzie taki właśnie projekt dość intenywnie ze strawbali sie rozwija. Więc ja bym stawiał na garaż ze strawballi, a dodatkowo nabierzesz doświadczenia jak to budować i moze się przekonasz, że warto cały dom w tej technologii postawić.

Krzysztof Lis pisze...

@ujemny: domu w strawbale chyba nie będę chciał postawić, bo chciałbym możliwie zbliżyć się do standardu domu pasywnego. To łatwiej zrobić w konstrukcji szkieletowej wypełnionej wełną mineralną niż słomą. ;)

Zacząłbym od garażu ze strawbale, ale za dużo z tym papierkowej roboty i obawiam się, że też dość dużo pieniędzy by na to, mimo wszystko, poszło. Za sam projekt musiałbym zapłacić ze 2 500 PLN (pytałem już jednego architekta)...