poniedziałek, 5 lipca 2010

Ludzie powariowali

Wczoraj wracając z działki skręciliśmy w jedną z bocznych dróżek żeby odnaleźć dom na sprzedaż, o którym usłyszeliśmy od szwagra. Dom znaleźliśmy i spisaliśmy numer telefonu do agencji nieruchomości, która wywiesiła na bramie swój banner. Przy okazji znaleźliśmy dwie tabliczki z numerami telefonów odnośnie sprzedaży działek.

Jedna z tabliczek dotyczyła sprzedaży dwóch działek -- jednej o powierzchni ok. 10 arów (ok. 1 000 m²), drugiej 34-arowej (ok. 3 400 m²).


Działki w centrum niczego (jak to się po angielsku ładnie mówi: in the middle of nowhere), ponad 20 km od Skierniewic, 20 km od Żyrardowa, 10 km od najbliższej stacji kolejowej (w dodatku takiej, z której pociągi jeżdżą rzadko i tylko osobowe), kilka kilometrów od szkoły i sklepu.

Wiecie na ile były wycenione?

Większa na 200 000 PLN. Mniejsza na 50 000 PLN. Wychodzi, że cena metra kwadratowego jest rzędu 50 PLN.

Za niewiele ponad 200 000 PLN mogę kupić działkę sąsiadującą z moją, o powierzchni niemal półtora hektara. A i tak ta działka jest dużo, dużo za droga... Swoją kupiłem za ok. 5 PLN/m², ta wyceniona jest na 16 PLN/m²...

Naprawdę, szczęśliwy jestem, że my już mamy swoją działkę i że nie musimy nic kupować. Ale fajnie byłoby dokupić jeszcze tę sąsiednią działkę...

Brak komentarzy: