sobota, 10 lipca 2010

A zdawało się, że będzie cicho...

Wczoraj wieczorem pojechałem sobie na działkę. Sam. Żona z dzieckiem są jakieś 400 km stąd na urlopie. Miałem więc okazję posiedzieć sobie chwilę w spokoju i ciszy. I zanocować na działce, drugi raz od momentu, gdy ją kupiliśmy.

No i zanocowałem, choć z tą ciszą to było różnie.

Działka leży kilkaset metrów od drogi krajowej, styka się też bezpośrednio z dziurawą drogą powiatową. Miejsce, w którym rozbijamy zawsze obóz i ustawiamy kampera jest położone w połowie działki, więc ponad 200 metrów od tej drogi powiatowej.

Wczoraj słychać było przede wszystkim dwa ciągniki na sąsiednich polach. Jeden robił coś, czego nie widziałem, bo znad zboża wystawał tylko jego dach. Drugi opryskiwał sad sąsiada, choć go nie widziałem, to widziałem mgłę oprysku wypływającą zza drzew.

Potem było jeszcze słychać samochody, głównie z tej drogi krajowej. Ale to nie samochody najbardziej hałasują, tylko debile rozpędzający się na motocyklach.

Dom będzie stać bliżej drogi, więc pewnie dodatkowe hałasy będziemy mieli właśnie od strony drogi powiatowej. Ale ja chcę mieć wentylację mechaniczną, więc nie będę musiał otwierać w nocy okien. ;)

Brak komentarzy: