poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Prawie kupilismy dom

Sporo się działo ostatnio, a że nie miałem czasu pisać na bloga, to nic o tym nie napisałem.

Prawie kupiliśmy dom. No, to może za dużo powiedziane, bo przecież nie mamy tyle pieniędzy, by kupić dom od ręki. Ostatnio oglądaliśmy kilka domów do kupienia, jeden szczególnie się nam podobał, ten za 180 000. Umówiliśmy się ze sprzedającym na niedzielę 25.07, żeby przywieźć mu zadatek.

Wcześniej spotkałem się z doradcą kredytowym z Open Finance, żeby porozmawiać o możliwości uzyskania kredytu na brakujące nam pieniądze. Dostałem skrót oferty i zobowiązałem się, że zacznę kompletować dokumentację, związaną z nieruchomością, oraz związaną z naszymi zarobkami. Później założyłem również aukcję w systemie aukcji kredytowych, w którym to banki licytują się, by przekonać mnie do wzięcia kredytu akurat u siebie. Od doradcy z OF dostałem 2 najlepsze oferty (oczywiście Noble Bank, który jest właścicielem Open Finance, oraz BZ WBK).



Sprzedający wymyślił sobie, żebyśmy dali mu 20% zadatku. Kwota mocno abstrakcyjna, bo rzadko zadatek przekracza 10% ceny transakcyjnej, ale to inna historia. W sumie czemu nie. Im większy zadatek, tym mocniej sprzedającemu zależy na tym, by się z umowy przedwstępnej nie wycofać. No i tym bardziej powinien być skłonny opuścić cenę.

Pojechaliśmy do niego w niedzielę, zabierając moich rodziców i teścia. Uprzedziliśmy już podczas pierwszego spotkania z nim, że nasi rodzice mają zwyczaj uczestniczyć czynnie w podejmowanych przez nas poważnych decyzjach i będą pewnie chcieli dom zobaczyć. Oczywiście tak też się stało, zgodnie z naszymi przewidywaniami.

Nam dom i okolica się spodobała. Rodzice (mam tu całą trójkę na myśli) zastrzeżeń do okolicy nie mieli, za to do samych budynków i owszem. Generalnie uświadomili nam, że tak naprawdę ten dom jest w stanie surowym zamkniętym, bo trzeba w nim:
  • wymienić okna (są drewniane, jednoszybowe),
  • wymienić podłogi (są drewniane, miejscami się zapadają, trzeba je zerwać, wybrać grunt spod podłogi, położyć styropian, wylewkę i nową podłogę),
  • ocieplić ściany i położyć tynk,
  • wykonać instalację wodną (jest tylko jeden punkt z wodą w kuchni),
  • a także kanalizacyjną (plus założyć szambo lub doczekać do przyszłego roku do kanalizacji),
  • oraz ogrzewczą (bo te grzejniki, które tam były, to za mało).
Zwrócili też uwagę na pęknięcia na ścianach domu, które mnie osobiście nie przeraziły. Jeśli dom ma 50 lat i w tym czasie dorobił się kilku pęknięć na ścianach, to tak naprawdę o niczym nie świadczy. Te pęknięcia pojawiły się zapewne świeżo po wybudowaniu domu, gdy osiadał. Jeśli miałyby się pojawić niedawno, to coś musiałoby to spowodować, np. jakaś zmiana, która dokonała się stosunkowo niedawno...

Zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy negocjacje. Były długie i burzliwe, sprzedający nie bardzo chciał opuścić cenę do poziomu, od którego my zaczęliśmy (160 000) ani nawet do poziomu, który by nas satysfakcjonował (170 000). Ostatecznie stanęło na 175 000 złotych. Niestety, sprzedający nie miał aktualnego wypisu z księgi wieczystej, który miał być załącznikiem do naszej umowy przedwstępnej. Zadatku nie zostawiliśmy, mieliśmy się umówić na środę, by się spotkać raz jeszcze i wszystko dograć.

Ostatecznie z zakupu zrezygnowaliśmy, nastraszeni nieco przez rodziców. Trochę żałuję, ale postaram się, byśmy na tym nie stracili. Czyli po prostu postaram się, byśmy najlepiej jak to możliwe wykorzystali te szanse, które mamy w tej chwili -- czyli zbudowali sobie tani i fajny dom, który spełni wszystkie nasze oczekiwania i potrzeby...

Brak komentarzy: