wtorek, 21 września 2010

Tydzien urlopu minal

a na działce nic się nie zmieniło.

Drewno zamówiliśmy dopiero w sobotę. Teść odwiedził w tygodniu jakiś tartak, ale tam nie byli w stanie drewna dostarczyć. Do drugiego pojechaliśmy w sobotę, tam drewno zamówiliśmy, jeszcze nie mam zwrotnej informacji, że zostało pocięte.

W sobotę po południu pojechałem na działkę z zamiarem wymierzenia lokalizacji budynku i wywiercenia otworów pod filary szkieletu. Kupiłem nawet w tym celu świder Fiskarsa o średnicy 22 cm. Okazało się, że wskutek mojego błędu, nie zostały ścięte 4 drzewa, które znajdują się w miejscu, w którym ma stać budynek. Cóż miałem robić, uruchomiłem pilarkę i ściąłem je.

Przy okazji okazało się, że miejsce, w które pieczołowicie odkładaliśmy pocięte gałęzie śliw, wypada akurat w miejscu posadowienia budynku. Będzie trzeba je równie pieczołowicie przenieść w inne miejsce.

Rozważam zamówienie ekipy z porządną rębarką do gałęzi, aby mi to uprzątnęli i przerobili na zrębki.

Póki co siedzę w domu i czekam na hasło z tartaku. Potem pożyczam od kolegi lawetę, jedziemy po drewno, zamawiam rębarkę, przywożę betoniarkę i cement, pożyczam od sąsiada wodę i prąd, a na koniec w sobotę stawiamy szkielet budynku.

Spodziewałem się, że pogoda mi plany pokrzyżuje, ale z pogodą akurat problemu nie było...

Brak komentarzy: