piątek, 8 października 2010

Budowa domu bez kredytu

Wdałem się ostatnio w długą dyskusję ze znajomym, dotyczącą budowania domów na kredyt. Ja uważam, że kredyt hipoteczny na 40 lat to największa krzywda, jaką myślący człowiek może sobie zrobić. Moim zdaniem jest to nic innego, jak zwyczajne niewolnictwo, na które kredytobiorca się godzi, ciesząc się wręcz, że ma taką szansę. Kolega z kolei uważa, że kredyt to świetna rzecz, dzięki której można realizować swoje największe potrzeby wtedy, gdy one występują, a nie wtedy, gdy mamy najwięcej pieniędzy.

Kolegę rozumiem. Tak to już w życiu bywa, że największe potrzeby finansowe mamy gdzieś w okolicach 25-35 roku życia. Wtedy po skończeniu edukacji wyprowadzamy się od rodziców i wiążemy się w pary. I potrzebujemy miejsca do zamieszkania. A oprócz tego, samochodu, mebli, sprzętu AGD, ślubu i wesela (zwłaszcza wesele jest kosztowne), podróży poślubnej, i tak dalej i tak dalej. O kosztach utrzymania dzieci nie wspominam, one wcale nie są największe zaraz po urodzeniu...

Z drugiej strony, najwięcej pieniędzy mamy dopiero pod koniec kariery zawodowej. Na jej samym początku mamy pieniędzy mało, bo dopiero wchodzimy na rynek pracy. Dlatego nie mamy żadnych szans odłożyć na koncie sensownych pieniędzy, by później zaspokajać najbardziej kosztowne potrzeby z własnej kieszeni.

Czyżby?


Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić. Uważam bowiem, że przy odrobinie wysiłku i wyrzeczeń można zbudować dom bez kredytu. A dom bez kredytu równa się wolność do końca życia! :)

Zacznijmy od tego, że pieniądze na budowę domu można odkładać od, powiedzmy, 18 roku życia. Nastolatek może odkładać połowę kieszonkowego. Może sobie pracować po szkole. Zwłaszcza student. Może pracować po szkole i w wakacje. Wtedy koszty jego utrzymania są niemal zerowe, choć to mocno zależy od tego, jakie ma układy z rodzicami.

Później, gdy student idzie do pierwszej pracy, dalej może odkładać pieniądze. Może dalej pracować po godzinach. Gdy zamieszka z narzeczoną w wynajmowanym mieszkaniu, obydwoje mogą odkładać pieniądze. Tak będzie im nawet łatwiej. Oczywiście po opłaceniu kosztu wynajmu wiele im pieniędzy nie pozostanie. Czy jednak nie będą w stanie odłożyć ok. 500 PLN miesięcznie? A może więcej?

500 PLN miesięcznie przez 10 lat odkładania przy efektywnej stopie zwrotu 3% powyżej inflacji daje ok. 70 000 PLN. Czyli już w wieku 28 lat mamy 70 000 PLN do wydania na dom.

Co można kupić za te pieniądze? Ano prawie nic. Niestety. Starczy to ledwie na działkę i ewentualnie domek holenderski. Domu za to z całą pewnością nie kupimy. Jeśli odkładać będziemy co miesiąc ratę kredytu, czyli 1 500 PLN, na koncie zostanie nam 210 000 PLN. To jest jednak raczej nierealne w przypadku jednej osoby, studenta...

Kredyt, co by o nim nie mówić, jest w takiej sytuacji niezbędny. Jest też wariant taki, jak u mnie. Można się przez kilka lat zaharowywać, dorabiając gdzie się tylko da, by po tym czasie mieć znacznie więcej pieniędzy. Rodzina, w której nie ma dzieci a obydwoje partnerzy pracują ciężko i wydajnie, z powodzeniem może odkładać kilka tysięcy złotych co miesiąc. A 4 000 PLN po roku daje ok. 50 000 PLN! Po pięciu latach daje to 250 000 PLN, czyli tyle, za ile można już z powodzeniem wybudować tani dom i kupić do niego działkę.

Czy więc kredyt jest niezbędny? Nie, jeśli odpowiednio wcześnie ustalimy sobie CEL. Celem jest w tym przypadku zakup własnej nieruchomości -- domu lub mieszkania. Im wcześniej na to zaczniemy odkładać, tym lepiej. Później możemy sobie narzucić wyższe tempo i odkładać więcej. I po kilku latach ciężkiej pracy można na dom zarobić w całości.

Czemu mało kto się na to decyduje? Z kilku przyczyn.

Po pierwsze, mało kto sobie to uświadamia dostatecznie wcześnie.
Po drugie, mało komu się chce pracować na dwa i pół etatu przez kilka lat, by zarobić na dom. Kredyt jest znacznie wygodniejszy. Zamiast pracować na dwa i pół etatu przez kilka lat, pracuje się na jeden etat przez lat 40.
Po trzecie, mało komu się chce rezygnować z przyjemności na rzecz pracy i zaciskania pasa. W wieku 18-tu lat człowiek nie myśli o kupowaniu domu, a co najwyżej o kupowaniu nowej komórki czy samochodu. A i tak najczęściej myśli o wydawaniu kasy na imprezy i miłe spędzanie wolnego czasu.
Po czwarte, mało komu się chce odchodzić od powszechnie przyjętego scenariusza: studia, praca, kredyt, dom, spłacanie kredytu, emerytura. Niewielu studentów dorabia (a i to raczej nie po to, by odłożyć, tylko po to, by zdobyć doświadczenie do wpisania do CV), niewielu absolwentów polskich szkół ma ochotę zakładać firmę, niewielu ma ochotę pójść na prywatną emeryturę w wieku 40 lat.

Ja mam.

I dlatego ja się teraz zaharowuję by za kilka lat powiedzieć sobie "dość", rzucić etat, robić jakieś robótki zlecone od czasu do czasu i miło spędzać czas w moim własnym domu.

17 komentarzy:

choleryk pisze...

z cala pewnoscia budowa domu za wlasne oszczednosci jest lepszym wyjsciem, ale dla wielu ludzi niedostepnym. nie kazdy odpowiednio wczesnie uswiadomi sobie, ze za pare lat bedzie chcial kupic dom (moze w ogole wtedy jeszcze nie chciec) i ze warto zaczac odkladanie kasy...

Anonimowy pisze...

witam zacząłem czytać twój blog od końca. To mokre drewno kopiłeś w tym tartaku ? jak mokre to ci się powykrzywia. pozdrwiam

Piotr pisze...

No tak ale budowa domu za 250tys, gdy ma sie tylko 250tys też nie jest rozsądne. Pozbawiasz sie wtedy płynności finansowej. Już lepiej zainwestowac w np. kilka nieruchomości i wynając je, a z dochodu pasywnego budować własny dom. Odkładanie kasy zawsze ma sens dla ludzi kórzy kierują się marzeniami i plnami na przyszłośc. Niestety tak jak piszesz więksozść kupuje nową komórkę, lub samochód. A poco? Poddawani manipulacji nie myslą, chća byc coll a nie są :)

Krzysztof Lis pisze...

@choleryk: i właśnie dlatego o tym piszę.

@Anonimowy: na oko nie wyglądało na mokre, ale ja się na tym nie znam.

@Piotr: płynność jest przereklamowana. Oczywiście nie pozbawiałbym się wszystkich oszczędności, zostawiając sobie zapas na przeżycie kilku miesięcy w razie np. utraty pracy. I tu może kredyt się przydać, owszem.

simon pisze...

Pominąłeś sprytnie w tych rozważaniach kilka rzeczy. Ale rozumiem, że tak Ci pasowało, żeby udowodnić swoją tezę.

Żeby być w stanie odłożyć te 4000 zł to raczej musisz mieszkać i pracować w dużym mieście. To oczywiście nie zasada ale zazwyczaj. Jeśli mieszkasz w dużym mieście to dużo płacisz za wynajem mieszkania w którym musisz mieszkać (np. we wrocławiu 1500 zł za 2 pokoje + opłaty). Jeśli nie zamierzasz rezygnować z wielkiego miasta to za te 250 tys. to najwyżej kupisz działkę i wybudujesz na nim stan zerowy. Może uda Ci się dociągnąć do SSO małego domku. Potrzebujesz przynajmniej 2 razy tyle, żeby wybudować mały dom (mam namyśli 120-130 m2 użytkowej) wygodny dla 4 osobowej rodziny. Musisz więc tyrać nie 5 a 10 lat. W tym czasie nie możesz pozwolić sobie na dzieci bo kosztują a poza tym jakie życie tych dzieci jeśli tatuś pracuje na 2 etaty.

Jeśli pieniądze potrafią Cię zniewolić to współczuję. Mi rata nie przeszkadza cieszyć się życiem. to tylko jakaś część głupiej kasy, którą trzeba oddać a w zamian masz szczęście tu i teraz. Za 5 lat może dostaniesz podwyżkę, może kolejną i już Ci się rata zrekompensuje. Płace rosną szybciej niż raty. Jeśli powinie Ci się noga zawsze możesz wtedy zacząć tyrać lub chatę sprzedać (zazwyczaj z zyskiem). Możesz też umrzeć i nie doczekać się nigdy domu. Życie jest za krótkie żeby ciułać.

Sokomaniak pisze...

Można też wyjechać za granicę i tam pracować. Korzystając z w miarę dobrego kursu walut obcych(EUR, GBP) do złotówki odkładanie na dom jest szybsze i łatwiejsze.

Łatwiej jest w UK odłożyć 1000 funtów (~4.5k zł) niż tą samą kwotę w Polsce. Mając dobry etat i żyjąc oszczędnie nie powinno być problemu. Jak jest jeszcze druga osoba w związku to jest jeszcze łatwiej. A jak się założy własną firmę, czy pracuje na kontrakt to stawki są dużo wyższ. Ja właśnie obrałem taką drogę i konsekwentnie dążę do celu.

Jestem za leniwy aby pracować na 2,5 etatu więc wolałem wyjechać - tak przygoda.

Krzysztof Lis pisze...

@simon: można pracować w dużym mieście i dojeżdżać do pracy z mniejszego. Wtedy zamiast 1 500 PLN na wynajem robi się 500 PLN za wynajem + 300 PLN za bilety (liczę dojazdy pociągiem). Robiłem tak przez 3 lata.

Tak samo nigdy nie zdecydowałbym się na budowanie domu w wielkim mieście, tylko też gdzieś dalej.

To nie pieniądze jako takie zniewalają. Raczej konieczność ich zarobienia w odpowiedniej wysokości, by móc zapłacić ratę. Ja po prostu nie jestem stworzony do pracy na etacie i dlatego traktuję ją jako zło konieczne. A razem z kredytem na wiele lat robi się z tego moim zdaniem nowoczesne niewolnictwo...

@Sokomaniak: dla mnie wyjazd za granicę nie mieści się w mojej strefie komfortu, dlatego nawet nie brałem tego pod uwagę. Ale to rzeczywiście wydaje się być jeszcze lepsza metoda. :)

Anonimowy pisze...

Czy wiecie kto teraz umiera najczęściej? Nie? Mężczyźni w wieku 50 lat. Zapracowani, zestresowani, zniewoleni przez kredyty lub tyranie na 2 etaty. Czy ktoś mi powie jaki to ma sens?

Anonimowy pisze...

Dobry blog :)
Myślę podobnie. Budowanie w aglomeracji nie jest droższe niż na wsi - jeśli buduje się metodą gospodarczą. Droższa jest natomiast działka - czasem cena działki jest kosmiczna... Ale gdy się kupuje w kryzysie nigdy nie jest się stratnym :) Ja stosuję tą zasadę przez całe życie - na prawdę warto.
My mieszkamy we Wrocławiu i wynajmujemy kawalerkę za 1000 zł z opłatami - chcieć to móc! - ale ja jestem z Poznania i nie wyobrażam sobie przepłacać. Dla mnie (i myślę, że dla wielu osób gdyby uświadomili sobie, że ich na to stać) budowa domu w aglomeracji za gotówkę to najrozsądniejsza decyzja. Dom w razie kłopotów finansowych zawsze można wynająć za rozsądną cenę w dużym mieście. I gdy się buduje za gotówkę - jak my z mężem będziemy to robić - to pieniądze za wynajem trafiają tylko do nas nie do banku... Popieram ludzi, którzy mają cel w życiu - a budowa domu za gotówkę to sensowny cel. I wcale nie trzeba się zapracowywać. Wystarczy oszczędzać.
Jest jeszcze jedna kwestia mentalna Polskiego społeczeństwa (zwykle młodego pokolenia... - mojego pokolenia...): otóż młodzi uważają, że dom/mieszkanie kupione na kredyt jest ich "własnością" tylko dlatego, że mają na papierze w akcie notarialnym zapis: nieruchomość pod hipoteką. Kryzys pokazał pięknie jak wielu młodych Polaków "po studiach" potrafi o siebie i często swoją rodzinę zadbać... Byli bezmyślni i zachłanni... A stare powiedzenie mówi: tanio, szybko, dobrze - wybierz tylko dwa. Ja się bardzo cieszę z kryzysu i spadku cen - bo gdy była bańka oszczędzałam a w kryzysie kupiłam działkę w samym Wrocławiu za 160 tyś zł :). Czekam z niecierpliwością na lata po 2020 roku i "wyprzedaże komornicze" ludzi, którzy zadłużyli się na 30 lat i nie będą potrafili płacić rat :). Już jest pełno licytacji komorniczych mieszkań i domów za "śmieszne" pieniądze. A będzie tego jeszcze więcej :). Mam nadzieję, że po wybudowaniu domu postawię sobie kolejny cel i skorzystam z okazji jakie niosą licytacje komornicze :)

Mike Dawidowicz pisze...

Jestem odmiennego zdania. osobiście uważam że budowa domu na kredyt wcale nie jest taka zła jak ją przedstawiasz. Po pierwsze budowa domu nie jest rozłożona w czasie, budujący nie musi uciekać do półśrodków czy też korzystać z tańszych materiałów a w końcu nie każdy potrafi mieć samodyscyplinę jak Ty ją przedstawiasz. Kredyt niekoniecznie musi być spłacany na okres jaki został zaciągnięty, kredyt zawsze można nadpłacać znacznie niwelując odsetki i koszta. Jak od kuchni wygląda kredyt na budowę domu zapraszam do mnie na blog na którym przedstawiłem kilka istotnych warunków uzyskania kredytu na budowę domu:
http://www.blogkredytowy.pl/2014/02/kredyt-na-budowe-domu/

Anonimowy pisze...

Takiej bzdury dawno nie czytałem... Lubie te pseudo rady oderwane od rzeczywistości. 'Wujki' dobre rady;)
Ten kawał świetnie to pokazuje :
- Pijesz?
- Tak.
- Ile tanich win dziennie?
- Trzy.
- Ile kosztuje jedna?
- 12 zł
- Od dawna pijesz?
- Od 20 lat.
- Uśredniając wydajesz 36 zł dziennie na wino, co daje 13140 zł rocznie. W ciągu ostatnich 20 lat wypiłeś 262 800 zł. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś papierosy były tańsze, nie uwzględniamy przecież kosztów inflacji, itp. Możemy więc założyć, że to faktycznie przybliżone wydatki?
- Zgadza się.
- Czy wiesz, że gdybyś odkładał te pieniądze w banku na oprocentowanym rachunku oszczędnościowym mógłbyś kupić sobie za to nowiutkie Porsche?
- A Ty pijesz?
- Nie.
- To gdzie twoje Porsche?

Anonimowy pisze...

Widze siebie niedługo w takiej sytuacji. Mam 21 lat i jestem pracująca studentka. Już nie mogę sie doczekac aż zaczne budować swój dom i przeglądam co chwile strony które opisują jak się do tego zabrać. Tak jak Pan uważam, że można zarobić na dom tylko trzeba zakasać rękawy, zacisnąć zęby i brać się do roboty:)

Anonimowy pisze...

Zgadzam się z autorem w 100%.Budowa domu bez kredytu? Dlaczego nie:-). Mam 28 lat i wykańczam swój domek o powierzchni 180m2, zaznaczając ze wszystkie pieniądze na jego budowę zarobiłem samodzielnie z uczciwej pracy!!!W wieku 30 lat bez jakichkolwiek zobowiązań finasowych będę sobie żył jak Pan i Władca :-D
A studia ? W 70% to strata czasu i pieniędzy.

nowe budownictwo wrocław pisze...

Budowa domu bez kredytu brzmi wspaniale, ale troszkę dla mnie nierealne , bardzo bym chciała ale z zarobkami moimi i mojego męża to raczej niemożliwe:) Oczywiście będziemy starać się odłożyć jak najwięcej pieniędzy i wziąć jak najmniejszy kredyt, ale żeby wybudować dom za gotówkę to musiałoby minąć dwadzieścia lat! :)

mytkowski pisze...

Niektórzy mają możliwość uzyskania nieoprocentowanego kredytu na budowę domu np. od rodziny - to sporo ułatwia!

Anonimowy pisze...

Ja osobiście, dla poszukujących mieszkania we Wrocławiu od dewelopera, polecam serdecznie zajrzeć na stronę internetową - developer wrocław krzyki. Znajdziecie tu ofertę doskonałych mieszkań od dewelopera na nowoczesnym osiedlu.

bewika pisze...

warto zajrzeć na http://bewika.pl - ta firma oferuje wsparcie na kazdym etapie prac budowlanych, a także obejmuje swoimi działaniami całość prac.