poniedziałek, 29 listopada 2010

Biuro Informacji Kredytowej

W ubiegłym tygodniu złożyłem w banku wniosek o wydanie karty kredytowej. Wszystko poszło bardzo sprawnie (bo konto mam w mBanku), tj. już po kilku minutach dostałem potwierdzenie rejestracji wniosku. I kilka godzin później miałem już odpowiedź.

Negatywną.
Jednocześnie z przykrością informujemy, że powyższy wniosek został odrzucony z powodu negatywnej oceny raportu z Biura Informacji Kredytowej (BIK).
Ciekawe co było takiego w tym raporcie, że nie mogłem dostać karty kredytowej z limitem w wysokości 3 000 PLN. Nie żeby mi na tej karcie jakoś wyjątkowo zależało, ale przecież jak mam wziąć kredyt hipoteczny na budowę domu, to muszę mieć porządek w papierach, włącznie z tymi z BIKu.

piątek, 26 listopada 2010

Kredyt - zlo konieczne

Jak słusznie zauważył Sokomaniak, jestem przeciwnikiem kredytu. Pisałem o tym zresztą już na innym moim blogu, że kredyt hipoteczny to nowoczesna odmiana dobrowolnego niewolnictwa.

Niestety, jeśli mamy zamiar zbudować dom w przyszłym roku, z całą pewnością nie wystarczy nam pieniędzy na to, by obejść się bez kredytu.

Jeśli byśmy jeszcze popracowali kilka lat, pewnie odłożylibyśmy już dość pieniędzy, by dom w całości postawić z oszczędności. Ale sam dom i jego urządzenie to nie wszystko. Ja chcę go docelowo zamienić w dom autonomiczny energetycznie, na co pewnie będę pracować przez kilka kolejnych lat.

Więc pewnie weźmiemy kredyt, poświęcając część oszczędności na wkład własny. Zresztą zobaczymy, jaki dostaniemy kosztorys budowy domu i wszystkich instalacji (podłączenie wodociągu, przyłącze energetyczne, oczyszczalnia ścieków, wjazd na działkę). I ile będzie kosztować papierologia niezbędna do załatwienia pozwolenia na budowę (choćby mapki do celów projektowych).

środa, 24 listopada 2010

Klamka zapadła - budujemy dom!

Podjęliśmy w końcu męską decyzję i postanowiliśmy wreszcie zbudować w przyszłym roku dom.

Zaczynamy załatwiać papiery. Projekt, mapki, uzgodnienia przyłączy i wjazdu na działkę, w końcu pozwolenie na budowę. Fundament (płyta), parter i poddasze (szkielet drewniany). Prąd, studnia, może podłączenie do wodociągu, przydomowa oczyszczalnia ścieków.

No i kredyt gdzieś po drodze. :(

Będę Was informować co i jak. :)

piątek, 19 listopada 2010

Jeśli nie kupno, to co?

Skoro pomysł kupienia domu ostatecznie nie wypalił, pora wrócić do wariantu wybranego w lutym -- budowy domu na działce, którą już mamy.

Dopóki w ziemię nie zostanie wbita pierwsza łopata pod budowę domu, mamy jeszcze możliwość wycofać się z tego pomysłu i sprzedać działkę. A póki co na działce leży tylko kupa słomy i trochę drewna na domek gospodarczy z gliny i słomy, którego mi się postawić w tym roku nie udało...

Plan jest taki...

Po pierwsze, cały czas pracować tak długo, jak tylko będzie to możliwe, w taki sposób, jak teraz. Etat, dodatkowe prace, internet. Ile tylko się da. I odkładać pieniądze na budowę.

piątek, 12 listopada 2010

Kto buduje dom za 600 tysięcy?

Wpadł mi dziś w ręce artykuł w portalu gazeta.pl zatytułowany Domy zaczynają drożeć, bo drożeją materiały budowlane. Przeczytałem go i, przyznam szczerze, to co zobaczyłem mnie trochę przeraziło.

Oto fragment, który był dla mnie najbardziej przerażający...
A deweloperzy obniżają nie tylko ceny mieszkań, ale i domów. Analityk firmy Open Finance (...) opowiada, że w czasie niedawnych targów mieszkaniowych porównał ceny domów wystawionych na sprzedaż w okolicach Warszawy. Mediana tych cen wyniosła 741 tys. zł. - To o blisko 12 proc. mniej niż przed rokiem - mówi. I dodaje, że równocześnie wzrósł metraż domu (o 2,8 proc., do 174 m kw.) oraz wielkość działki (...).

Są to ceny ofertowe, od których można wynegocjować najmniej 5-proc. rabatu, ale i tak o wiele taniej jest budować dom na własną rękę. Waszczyk przekonuje, że w okolicach Warszawy ok. 175-metrowy dom z poddaszem użytkowym lub pełnym piętrem można wybudować, korzystając z usługi firmy wykonawczej za 350-370 tys. zł. Do tego należy jednak doliczyć zakup 1000-metrowej działki, czyli ok. 250 tys. zł. Łącznie daje to 600-620 tys. zł. To równowartość ok. 76-79-metrowego mieszkania w Warszawie (w dobrej lokalizacji).

Waszczyk zapewnia, że obecne na targach firmy budowlane reklamowały swoje usługi od ceny 1,9 tys. zł za m kw. domu budowanego w technologii tradycyjnej (przeważała cena 2,1-2,3 tys. zł). Równocześnie zastrzega, że zamawiając samemu potrzebne materiały i wynajdując kolejne ekipy fachowców, można zaoszczędzić kolejne 10 proc.
Co mnie w tym fragmencie przeraziło? Ano te ceny...

poniedziałek, 1 listopada 2010

Ludzie sami nie wiedzą, czego chcą...

Mieliśmy wczoraj pojechać po raz drugi do ludzi, którzy chcą sprzedać ten dom, o którym wspominałem ostatnio. Mieliśmy zabrać moich i żony rodziców, żeby zasięgnąć dodatkowej opinii.

Po czym okazało się, że ci ludzie, którzy chcą sprzedać dom, tak naprawdę wcale nie są tego pewni.

Właścicielką domu jest starsza pani, która przepisała go na swoją córkę i zięcia, w zamian otrzymując prawo do dożywotniego mieszkania tam. Teraz i ona musi się zgodzić na sprzedaż domu, ale po naszej wizycie u nich poprzednio chyba się rozmyśliła.

Może to dlatego, że chcieliśmy kupić od nich więcej działki, niż oni chcieli sprzedać? Albo z jakiejś innej przyczyny musieliśmy zrobić na niej złe wrażenie. W końcu miałaby nas do końca życia za sąsiadów, więc to musiał być ten właśnie powód...

Szkoda, nie powiem... Może im się jeszcze odmieni i będziemy mogli go kupić?