piątek, 19 listopada 2010

Jeśli nie kupno, to co?

Skoro pomysł kupienia domu ostatecznie nie wypalił, pora wrócić do wariantu wybranego w lutym -- budowy domu na działce, którą już mamy.

Dopóki w ziemię nie zostanie wbita pierwsza łopata pod budowę domu, mamy jeszcze możliwość wycofać się z tego pomysłu i sprzedać działkę. A póki co na działce leży tylko kupa słomy i trochę drewna na domek gospodarczy z gliny i słomy, którego mi się postawić w tym roku nie udało...

Plan jest taki...

Po pierwsze, cały czas pracować tak długo, jak tylko będzie to możliwe, w taki sposób, jak teraz. Etat, dodatkowe prace, internet. Ile tylko się da. I odkładać pieniądze na budowę.


Po drugie, uruchomić procedury mające na celu uzyskanie pozwolenia na budowę. A więc uzgodnienie dojazdu na działkę, wyłączenie z produkcji rolnej terenu, zamówienie geodety i mapek, wybranie projektu, wykonanie projektu zagospodarowania działki, no i samo pozwolenie na budowę.

Po trzecie, uruchomienie kredytu na budowę. Na budowę do stanu tak niewykończonego, jak tylko to możliwe. Niewykluczone, że nawet bez ocieplenia z zewnątrz, byle tylko ściana spełniała przepisy, choć to się zobaczy, jaka różnica w cenie by wyszła... Kredyt, którego podstawową cechą będzie możliwość jak najtańszego spłacenia jak najszybciej. Nie chcę zrobić z siebie niewolnika banku...

Po czwarte, wykańczanie we własnym zakresie. Wykańczanie począwszy od położenia instalacji elektrycznej, przez hydrauliczną, ogrzewanie, wentylację mechaniczną, aż po roboty typowo wykończeniowe (malowanie, kafelki, itd.).

Po piąte, wyprowadzka w odpowiednim momencie. Dla mnie wyprowadzka raczej oznaczać będzie rzucenie etatu w Warszawie, bo mi się nie będzie chciało dojeżdżać do pracy 70 km trasą katowicką samochodem codziennie. Ewentualnie przeprowadzimy się tam na stałe, ale ja noce od poniedziałku do piątku będę spędzać u rodziców w Warszawie. Wszystko będzie zależeć od tego, ile będziemy mieli pieniędzy.

Po szóste, wynajęcie mieszkania żony. Przy odrobinie szczęścia, pozwoliłoby to pokryć połowę raty kredytu, bo mieszkanie małe i w niedużej miejscowości, choć ze świetnym dojazdem do Warszawy.

Przeraża mnie to. Sto razy wolałbym kupić jakiś dom, choćby się było trzeba z nim użerać przez najbliższe 10 lat, aby doprowadzić go do porządku...

2 komentarze:

Marcin pisze...

Czy masz 1ha przeliczeniowy? Bo jeżeli tak, to masz prawo do zabudowy siedliskowej, a wtedy wyłączanie gruntu jest błędem. Wyższe podatki :D

Krzysztof Lis pisze...

Właśnie nie mam, niestety. Musiałbym chyba coś dodzierżawić?