niedziela, 30 maja 2010

Popsułem kosę

Pojechaliśmy wczoraj na działkę kamperem z zamiarem spędzenia tam prawie całego dnia i przenocowania. Pogoda zapowiadała się przyjemna, w nocy według numerycznej prognozy pogody miało być ok. 12°C, a niebo było bezchmurne.

Zapakowaliśmy się w samochód i pojechaliśmy. Wzięliśmy ze sobą żarcie (zupę, mięso na grilla, kartofle do upieczenia w ognisku) i 25-litrowy baniak z wodą, który kupiłem niedawno na Allegro. Oprócz posiedzenia przy ognisku miałem zamiar skosić trochę trawy na polance, na której zawsze obozujemy i chwastów, które zarosły rów przy działce.

wtorek, 25 maja 2010

Zgłoszenie planowanych robót budowlanych

Wciąż nie zapadła żadna decyzja, co robimy z działką. O tym, co mamy do wyboru, pisałem tydzień temu.

Ostatnio pojawiła się koncepcja kupienia taniego blaszanego garażu i postawienia go na działce. Takie coś kosztuje od 1 300 PLN w górę, więc można dość tanio zorganizować sobie miejsce do trzymania tych wszystkich rzeczy, które chcemy tam zostawić -- grabi, taczek, szpadla, i tak dalej.

Mnie się takie garaże niespecjalnie podobają, więc wolałbym sobie takiego paskudztwa na działce nie stawiać. Tym bardziej, że słyszałem historię o tym, jak to dach takiego garażu się komuś zimą zawalił na samochód. No bo docelowo do czegoś trzeba byłoby ten garaż wykorzystać...

poniedziałek, 17 maja 2010

Osiołkowi w żłoby dano,

czyli od przybytku głowa (jednak) boli. W wielu przypadkach brak wyboru jest lepszy, niż zbyt duży wybór, bo ciężko podjąć decyzję.

Aktualnie przyjęty przez nas plan budowy domu i przeprowadzki jest taki, że za dwa lata zaczynamy budowę i się przeprowadzamy możliwie szybko. Do tego czasu mieszkamy w Warszawie (przeprowadzimy się tam w czerwcu lub lipcu), a na działkę będziemy jeździć na weekendy, może na urlopy.

Wykorzystanie działki weekendowo przerabiamy od trzech lat, choć do tej pory tylko raz tam nocowaliśmy w kamperze. Wiemy więc już, jakie przyjemności się z tym wiążą. I jakie nieprzyjemności.

wtorek, 11 maja 2010

Dylematy zakupowe

Nie raz pisałem tu chyba na blogu, że marzy mi się kupienie jeszcze sporego kawałka ziemi. Bo chciałbym mieć jej łącznie z kilka hektarów...

Jest to trochę irracjonalne, bo rolnikiem być nie chcę. Nie chcę uprawiać tej roli w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Nie chcę orać, siać, opryskiwać i zbierać. Chciałbym gospodarować permakulturowo, zorganizować sobie jakiś fajny ogród leśny, a oprócz tego mnóstwo miejsca zmarnować na kompletnie bezproduktywne miejsca takie, jak na przykład staw kąpielowy.

Pierwszym pomysłem na powiększenie gospodarstwa byłoby dokupienie sąsiedniej działki, co wydaje się być najlepszym wyjściem. Kłopot polega na tym, że jedna z trzech współwłaścicielek działki ostatnio zmarła i przez to sprawa mocno się zagmatwa. Teraz o przyszłości działki decydować będą nie trzy siostry, tylko dwie siostry i spadkobiercy trzeciej. A kim będą ci spadkobiercy, to się dopiero okaże, po sprawie spadkowej.

wtorek, 4 maja 2010

Minusy mieszkania w domu

Zanim wbijesz pierwszą łopatę do wykopu pod fundamenty domu albo wydasz na jego budowę (zakup) pierwszą złotówkę, musisz upewnić się, że naprawdę chcesz w nim mieszkać. Warto czasem zajrzeć na jakieś forum dyskusyjne i poczytać narzekania ludzi, którzy mieszkają już we własnych domach.

Bo może się okazać, że jak tylko wprowadzisz się do nowo wybudowanego (zakupionego) domu, zaraz też zaczniesz narzekać.

Mnie do głowy przychodzą następujące niedogodności:
  • dłuższe dojazdy, co będzie istotne zwłaszcza w przypadku budowy na naszej działce, która jest 20 km dalej od Warszawy niż mieszkamy w tej chwili,
  • więcej roboty przy ogarnięciu domu -- bo teraz ogrzewanie mamy z miejskiej sieci ciepłowniczej, a w domu będziemy mieli własny kocioł centralnego ogrzewania i z braku gazu nie będzie on bezobsługowy...

Oto, co piszą inni. Wszystkie wypowiedzi pochodzą z wątku "Nie chcę tego domu!!!" na forum gazeta.pl.