wtorek, 30 grudnia 2014

Zima

Staram się odwiedzać działkę w okolicy zimowego przesilenia, bo zazwyczaj pogoda jest wtedy ładna, a z racji Świąt, jest wtedy więcej czasu, niż zwykle.

Więc kilka dni temu też pojechałem, obejrzeć efekty pierwszego śniegu.

Wyglądają tak.


Na drzewach za wiele śniegu się nie ostało, ale na trawach -- mnóstwo.

Ziemia jeszcze nie zamarznięta (bo pojechałem na działkę w drugi dzień Świąt, zaraz po nocnym spadku temperatury), ale samochodu nie zakopałem.

Za dużo się w tym sezonie nie napracowałem na działce, ale do wiosny na pewno nic tam nie zrobię.

poniedziałek, 29 września 2014

Betonowy płot

Gdy ostatnio dotarłem na działkę, przeżyłem już kolejne zaskoczenie w tym roku.

Tym razem zaskoczył mnie nowy płot sąsiadów.


Niespecjalnie urodziwy, prawda? Sąsiedzi wymienili go z obawy przed włamaniami. A ja mam wrażenie, że taki płot wcale nie jest trudniej pokonać, niż niezbyt mocno napięty płot z siatki.

piątek, 22 sierpnia 2014

Dalsze prace ociepleniowe

Fajnie byłoby skończyć sezon budowlany z domkiem w pełni ocieplonym. Choć od kiedy jest już w miarę szczelnie zamknięty i do środka nie pada deszcz ani śnieg, można przecież pewne prace prowadzić także w zimie.

W każdym razie marzy mi się, by tej zimy móc tam pojechać i nawet w razie czego spędzić kilka dni, jeśli byłaby taka potrzeba...

Długi sierpniowy weekend akurat w tym roku wypadł beznadziejnie. Bo popracować nie można było sensownie ani w piątek (święto), ani w niedzielę (niedziela). Więc na montowanie wełny pozostała nam tylko sobota.

środa, 6 sierpnia 2014

Parkiet z rolki

Nieco ponad miesiąc temu, bo na początku lipca, zrobiłem na działce sporą robotę, która znacząco zmienia przydatność domku do czegokolwiek.

Mianowicie -- teraz mam w nim już coś na kształt podłogi, w odróżnieniu od tego, co było tam wcześniej.

A co było wcześniej? To samo, co przed budową domku, czyli trawa, pył i piach. Tylko, że teraz wszystko to było wyschnięte na wiór i pozastawiane różnymi przedmiotami.

Łatwo sobie wyobrazić, czym kończył się spacer w takiej pylistej piaskownicy -- wzbudzaniem dużych ilości kurzu w powietrzu. Czyli o chodzeniu tam boso można było zapomnieć. A w drodze z domku toaletowo-kąpielowego do spania można było z powrotem się ubrudzić.

Teraz jest już lepiej, choć parkiet z rolki to nie jest ostateczne rozwiązanie.

Na początku musieliśmy (bardzo pomagał mi zarówno mój ojciec, jak i mój syn) wynieść z domku wszystko, co tam się znajdowało. Czyli masę różnych rzeczy -- począwszy od płyt OSB i wełny mineralnej (które jeszcze nie zostały zamontowane), przez baniaki z wodą, a skończywszy na beczce na piec rakietowy.


Jak widać, pod drzwiami garażowymi w charakterze progu znajdują się worki z ubitą ziemią. To też rozwiązanie tylko tymczasowe, ale lepsze, niż nic. Przynajmniej nie ma już tak dużych przeciągów.


Potem oczyszczaliśmy podłoże z darni, kamieni, pestek śliwek, oraz patyków, żeby nie zniszczyć od razu wykładziny. Oraz wyrównywaliśmy i ubijaliśmy ziemię.


A na wierzch poszedł parkiet z rolki. Najtańszy, jaki udało się kupić.

Teraz można chodzić po domku boso bez dyskomfortu. Zresztą trzeba, bo zarządziłem zdejmowanie butów przed wejściem. ;)

Na pewno nie wytrzyma to więcej, niż 5 lat, a jeśli eksploatowany będzie intensywniej, to na pewno krócej. Będzie się przecierać i dziurawić i trzeba będzie łatać z użyciem kleju.

A docelowo i tak można na to po prostu wylać 20 cm betonu po zazbrojeniu.

Ocieplać podłogi nie chcę, bo domek ma czerpać ciepło z gruntu.