czwartek, 30 września 2010

Lepszy dom niz mieszkanie

Ilekroć czytam o cenach mieszkań w dużych miastach, tyle razy mam wrażenie, że ktoś nas (konsumentów) robi w balona.

Niedawno pozbyłem się wszelkich złudzeń. To, co zobaczyłem, potwierdziło teorię, że owce są po to, aby je strzyc.

Zaczęło się od tego wpisu na blogu Adama Dudy Prologos. Co najbardziej rzuca się w oczy, to duży wykres ukazujący składowe kosztu metra kwadratowego powierzchni mieszkania oddawanego do eksploatacji w Warszawie. Co z niego wynika? Że na koszt rzędu 7 000 PLN tylko niecałe 4 000 PLN stanowi rzeczywisty koszt budowy mieszkania a pozostała część to niemała marża dewelopera.

niedziela, 26 września 2010

Drugi weekend urlopu

spędziłem znacznie bardziej pracowicie, niż pierwszy.

We środę dostałem sygnał z tartaku, że drewno jest gotowe.

We czwartek rano z pomocą kolegi i przyczepy przywieźliśmy drewno na działkę. Tam rozładowaliśmy je na plac, obok słomy.

wtorek, 21 września 2010

Tydzien urlopu minal

a na działce nic się nie zmieniło.

Drewno zamówiliśmy dopiero w sobotę. Teść odwiedził w tygodniu jakiś tartak, ale tam nie byli w stanie drewna dostarczyć. Do drugiego pojechaliśmy w sobotę, tam drewno zamówiliśmy, jeszcze nie mam zwrotnej informacji, że zostało pocięte.

W sobotę po południu pojechałem na działkę z zamiarem wymierzenia lokalizacji budynku i wywiercenia otworów pod filary szkieletu. Kupiłem nawet w tym celu świder Fiskarsa o średnicy 22 cm. Okazało się, że wskutek mojego błędu, nie zostały ścięte 4 drzewa, które znajdują się w miejscu, w którym ma stać budynek. Cóż miałem robić, uruchomiłem pilarkę i ściąłem je.

Przy okazji okazało się, że miejsce, w które pieczołowicie odkładaliśmy pocięte gałęzie śliw, wypada akurat w miejscu posadowienia budynku. Będzie trzeba je równie pieczołowicie przenieść w inne miejsce.

Rozważam zamówienie ekipy z porządną rębarką do gałęzi, aby mi to uprzątnęli i przerobili na zrębki.

Póki co siedzę w domu i czekam na hasło z tartaku. Potem pożyczam od kolegi lawetę, jedziemy po drewno, zamawiam rębarkę, przywożę betoniarkę i cement, pożyczam od sąsiada wodę i prąd, a na koniec w sobotę stawiamy szkielet budynku.

Spodziewałem się, że pogoda mi plany pokrzyżuje, ale z pogodą akurat problemu nie było...

poniedziałek, 13 września 2010

Domek gospodarczy: plan

Od środy zaczynam urlop i na dwa tygodnie miałem pojechać na działkę, wziąć się za budowę domku gospodarczego ze słomy i gliny.

Im bliżej do tego terminu tym bardziej mam wątpliwości, czy to wszystko uda mi się zbudować.

Dlatego założyłem sobie dwa plany: minimum i maksimum.

Plan minimum przewiduje zbudowanie wiaty i zadaszenie jej. Wiata zostanie później przekształcona w budynek, tzn. z kostek słomy wymurowane zostaną ściany. Później ściany będą otynkowane. Potem okno, drzwi, i tak dalej. W każdym razie plan minimum na ten sezon to zadaszona wiata, która powinna mi pozwolić w miarę bezproblemowo przechować słomę na kolejny rok.

Plan maksimum to kompletny budynek, może bez okien i drzwi. Te zawsze zdążę wstawić w dowolny weekend. Oczywiście instalacja elektryczna i cała reszta, też powstaną dopiero później.

Wątpię, czy plan maksimum uda się osiągnąć. Ale plan minimum? Czemu nie. :)

Gorzej, że w piątek mam odebranie dyplomów studiów podyplomowych, które skończyłem niedawno. Albo przez trzy dni pozałatwiam wszystkie rzeczy, które mam do zrobienia w domu, albo pojadę na działkę i wrócę na rozdanie dyplomów...

niedziela, 5 września 2010

Wycinki ciag dalszy

I znów kolejne śliwy padły pod naporem mojej pilarki spalinowej. Pilarkę naprawiłem, to znaczy zaniosłem do sklepu, gdzie mieli mi sprzedać nową pompkę. Stanęło na tym, że sprzedali i zamontowali od razu, choć kosztowało to mnie nie 30 (pompka) a 50 (pompka + montaż) PLN. Przy okazji naostrzyłem łańcuch (6 PLN) i dokupiłem drugi (43 PLN), żeby w razie czego móc szybko wymienić łańcuch na drugi, ostry i pracować dalej.

A potem pojechałem na działkę ciąć dalej drzewa. Po drodze zaopatrzyłem się w paliwo, kupiłem całe 5 litrów benzyny. Potem się okazało, że zupełnie niepotrzebnie, bo ściąłem to, co miałem ściąć, na jednym zatankowaniu piły do pełna.

Padło 6 drzew, w większości gałęzie pociąłem i zrzuciłem na jedną wielką stertę. Części mi się już sprzątać nie chciało.

Potem dokarmiłem pszczoły (dostały trochę syropu cukrowego) i rozłożyłem karton przywieziony z domu w miejscu, w którym układałem go na wiosnę. Karton pochodził z kartonów po nowych meblach, których kupiliśmy ostatnio sporo, bo przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Od ubiegłego weekendu mieszkamy już w Warszawie, a dokładniej -- w Ursusie.