sobota, 30 października 2010

Kolejny dom do kupienia

Kolejny raz zamiast budować coś na działce oglądamy dom do kupienia. Który to już w tym roku? Chyba piąty. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że my przecież chcemy sobie dom zbudować.

Po co więc oglądamy domy wystawione na sprzedaż?

Ano cały czas liczę na to, że może uda się kupić dom taniej, niż by nam dom przyszło zbudować. Ten, który oglądaliśmy ostatnio, wydaje się spełniać to zadanie.

Pisałem w ubiegłym tygodniu, że mieliśmy pojechać obejrzeć dom o powierzchni ok. 120 metrów wystawiony za 100 000 PLN. I obejrzeliśmy go. Wygląda tak:

sobota, 23 października 2010

Sezon chyba można uznać za zamknięty

Tegoroczny sezon budowlany na naszej działce chyba można już uznać za zamknięty. Kolejne weekendy mijają a ja nie mogę tam pojechać i nic zrobić. Dwa tygodnie temu byliśmy na weselu. W ubiegłym sobotę miałem zajętą na szkolenie. W ten weekend mamy dwie imprezy rodzinne. W kolejny przypada 1. listopada. Za dwa tygodnie mamy długi weekend, ale to już prawie połowa listopada i nie spodziewam się, by pogoda pozwoliła na zrobienie czegokolwiek.

Choć w sumie to mnie do szczęścia wystarczy, żeby nie padało. Może być zimno, może być nawet mróz, na montaż drewna to spokojnie wystarczy... :)

Spróbujemy chociaż ten czas poświęcić na pooglądanie domów do kupienia w okolicy. Jutro jesteśmy umówieni by obejrzeć dom o powierzchni 120 metrów kwadratowych za 100 000. Dom z lat 1970-tych, działka ok. 1 000 m² (czyli za mała jak na moje potrzeby). Zobaczymy, co jest ten dom warty.

piątek, 8 października 2010

Budowa domu bez kredytu

Wdałem się ostatnio w długą dyskusję ze znajomym, dotyczącą budowania domów na kredyt. Ja uważam, że kredyt hipoteczny na 40 lat to największa krzywda, jaką myślący człowiek może sobie zrobić. Moim zdaniem jest to nic innego, jak zwyczajne niewolnictwo, na które kredytobiorca się godzi, ciesząc się wręcz, że ma taką szansę. Kolega z kolei uważa, że kredyt to świetna rzecz, dzięki której można realizować swoje największe potrzeby wtedy, gdy one występują, a nie wtedy, gdy mamy najwięcej pieniędzy.

Kolegę rozumiem. Tak to już w życiu bywa, że największe potrzeby finansowe mamy gdzieś w okolicach 25-35 roku życia. Wtedy po skończeniu edukacji wyprowadzamy się od rodziców i wiążemy się w pary. I potrzebujemy miejsca do zamieszkania. A oprócz tego, samochodu, mebli, sprzętu AGD, ślubu i wesela (zwłaszcza wesele jest kosztowne), podróży poślubnej, i tak dalej i tak dalej. O kosztach utrzymania dzieci nie wspominam, one wcale nie są największe zaraz po urodzeniu...

Z drugiej strony, najwięcej pieniędzy mamy dopiero pod koniec kariery zawodowej. Na jej samym początku mamy pieniędzy mało, bo dopiero wchodzimy na rynek pracy. Dlatego nie mamy żadnych szans odłożyć na koncie sensownych pieniędzy, by później zaspokajać najbardziej kosztowne potrzeby z własnej kieszeni.

Czyżby?