piątek, 31 grudnia 2010

Wykanczanie domu wykancza

Co najbardziej wykańcza inwestorów? Podobno dobory wykończeniowe. Podobno nazywają się wykończeniowymi, właśnie dlatego, że wykańczają.

Przed chwilą wpadłem w serwisie demotywatory.pl na świetny obrazek, który to podsumowuje.

Dlaczego wykończeniówka wykańcza inwestorów? Z kilku przyczyn.

Po pierwsze, wtedy podejmuje się w sprawach najbardziej błahych z punktu widzenia funkcjonalności i użyteczności, ale jednocześnie często trudnych do uzgodnienia. Ot, weźmy za przykład wybór koloru ścian w salonie. Biały, kremowy, czy łososiowy (przypomnę, że stereotypowi mężczyźni nie odróżniają tego koloru a jedynie łososiowy smak)? Znaczenie niewielkie, może będzie ciut jaśniej lub ciut ciemniej w pokoju. Ale gdy w grę wchodzą osobiste gusta, trudno dojść do porozumienia.


Podobnie wygląda sprawa z większością materiałów wykończeniowych. Z kafelkami, parapetami, włącznikami do światła, żyrandolami, listwami przypodłogowymi, z wyborem zasłon czy mebli.

Po drugie, wtedy najczęściej inwestorom kończą się pieniądze. Wtedy pierwotny kosztorys dawno jest już przekroczony, ostatnia transza kredytu albo została wydana, albo została wydana a jeszcze nie została wypłacona. Wtedy inwestorzy końcówką oszczędności finansują właśnie te wydatki, które najmocniej wpływają na ostateczny koszt budowy domu. To też nie ułatwia decyzji -- wybrać ładniejsze kafelki, czy czterokrotnie tańsze, ale równie funkcjonalne?

Brak pieniędzy nigdy życia nie ułatwia a już zwłaszcza na budowie. Pod jej koniec pojawiają się zresztą wydatki, których inwestorzy często się nie spodziewają, np. konieczność wykonania świadectwa charakterystyki energetycznej. Wielu inwestorów traktuje te świadectwa wyłącznie jako kolejny nikomu nie potrzebny kawałek papieru, na który trzeba wydać pieniądze, zamiast uwzględnić to w kosztorysie wcześniej i dla własnego dobra wykorzystać ten obowiązek.

Po trzecie, inwestorzy są już zwyczajnie zmęczeni. Po drodze wychodzi bowiem najczęściej masa opóźnień i błędów wykonawczych, które trzeba później poprawiać. I nagle okazuje się, że ambitny (choć realny) plan przeprowadzki za rok od rozpoczęcia budowy, jest nie do zrealizowania bo któremuś z wykonawców się pracować odechciało. I trzeba mieszkanie kilka kolejnych miesięcy wynajmować, co jeszcze mocniej obciąża domowy budżet.

Ech, budowa domu to nie przelewki. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej bym chciał tego uniknąć...

Brak komentarzy: