sobota, 26 marca 2011

7 powodów, dla których nigdy nie kupię mieszkania

Sporo moich znajomych z pracy, nieco starsi niż ja, powoli zaczynają kupować mieszkania. Wyprowadzają się z wynajmowanych mieszkań i szukają czegoś do kupienia. A ja planuję budowę domu.

Bo jakiś czas temu powiedziałem sobie, że nigdy nie kupię mieszkania. Dlaczego? Z kilku powodów.


Po pierwsze, nie stać mnie na to. Mieszkania są dużo, dużo za drogie. Nie widzę powodu, bym miał dawać deweloperowi zarobić na mnie 100%, bo do kosztów budowy mieszkania dokłada on 100% marży i tak powstaje cena mieszkania. Nie widzę powodu, by wydawać ponad 300 000 PLN na mieszkanie o powierzchni 40 metrów kwadratowych, które za kilka lat będzie dla mnie za małe. Nie widzę powodu, by kupować mieszkanie o odpowiedniej powierzchni na za kilka lat, płacąc za to 500 000 PLN lub więcej.

Po drugie, dom jednak będzie tańszy. Kilka razy tańszy. Jako że mój życiowy plan zakłada, że kiedyś rzucę etat i zajmę się własną działalnością, wyprowadzka na wieś nie będzie mi w tym przeszkadzać. A wręcz przeciwnie. Dzięki temu będę mógł zbudować dom na taniej działce, obniżając znacząco koszt obsługi tej inwestycji (czyt. -- wezmę mniejszy kredyt i szybciej go spłacę).

Po trzecie, nie lubię użerać się z sąsiadami. Do tej pory nie było za bardzo takiej potrzeby, ale wystarczająco zniechęcają mnie opowieści znajomych. W końcu nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. I oczywiście, jak się mieszka w domku jednorodzinnym, też się ma sąsiadów i można kiepsko trafić. Tyle tylko, że ma się ich mniej i nie aż tak blisko, jak w bloku.

Po czwarte, lubię przestrzeń i wolność. A tę zapewni mi tylko własny dom. Lubię na przykład nie wdychać dymu papierosowego z klatki schodowej, zasysanego przez wentylację do mojego mieszkania. Lubię nie czytać wulgarnych napisów na tejże klatce, a także nie wdeptywać w psie czy nawet ludzkie kupy, cudze śmieci, zużyte strzykawki, itd. Lubię spać kiedy mam na to ochotę, a nie akurat wtedy, gdy sąsiedzi skończą puszczać głośną muzykę. Mam też i swoje dziwactwa, które pewnie w bloku by ludziom przeszkadzały.

Po piąte, jestem wygodny i chcę mieć dom wygodny. A także energooszczędny. W bloku nie ma na to szans. Nie ma co liczyć, że ściany i okna w bloku będą znacząco lepsze od tych wymaganych przez polskie przepisy budowlane. Będą dokładnie takie, jak muszą być. A w domu jednorodzinnym mogę sobie zrobić je dowolnie ciepłe, jak tylko będzie mi się to podobało. Choćbym miał mieć ścianę z muru półmetrowej grubości docieplonego półmetrową warstwą styropianu. A co. ;) W bloku nie mam co liczyć na wentylację mechaniczną z odzyskiem ciepła. Jak dobrze pójdzie, będę mieć wentylację grawitacyjną i nawiewniki w oknach. W bloku raczej nie doczekam się ogrzewania podłogowego. Co najwyżej będę mógł sobie wymienić głowice termostatyczne na programowalne.

Po szóste, nie lubię miasta. Korków, hałasu, spalin. Smród obornika kilka razy w roku przeżyję. Ze smrodem spalanych w kotłach plastików będę musiał żyć. Ale on będzie mnie denerwować tylko przy niesprzyjającym wietrze. W końcu dom buduję w miejscu, gdzie zabudowa jest dość luźna i to tylko po jednej stronie ulicy.

Po siódme, chcę mieć ogród, warsztat, miejsce na składzik rzeczy wyjątkowo przydatnych. W mieście nie ma na to szans, w niektórych blokach trudno nawet kupić miejsce w piwnicy (teraz na to się mówi komórka lokatorska). A co dopiero z kawałkiem miejsca na różne mniej lub bardziej szalone wynalazki? Gdzie w mieście urządzić kawałek ogródka, w którym nie będą załatwiać się okoliczne psy? Większy, niż dwie doniczki na balkonie, rzecz jasna...

4 komentarze:

Piotr pisze...

Widzisz, u Ciebie jest to bardzo proste. Niektórzy nie widzą takich zalet i nie mają takich potrzeb. Wolą wygodę, na codzień jeżdza windą, najlepiej jeszcze jak mieszkanie jest na przeciwko firmy, gdzie pracują. Po drodze kupują kanapki pod blokiem w sklepkiku, a w weekend standardowo 5 browców w osiedlowym barze.
Większość ludzi nie lubi się wysilać, żeby coś wiecej osiągnąć, zdobyć. Jest to trudniejsze....

Krzysztof Lis pisze...

Masz rację, co kto lubi. Znam ludzi, którzy świetnie czują się w bloku, którym zgiełk miasta nie przeszkadza, a których cisza na wsi męczy. I jestem ich w stanie zrozumieć. Ja po prostu mam zupełnie inne potrzeby i oczekiwania od życia.

Anonimowy pisze...

Kolega ma dwa nowe mieszkania w Gdyni. Dał za nie jakieś 500 tys.(ale było to w ramach rozliczenia bo deweloper kupił od niego działkę). Małe(40m/2 ?), bez garażu(dopłata 30 tys), stan surowy (wykończenie następne kilkadziesiąt tysięcy).Jeśli ktoś ma działkę budowlaną, tak jak Ty nawet nie powinien rozważać kupna mieszkania. Najlepsze, że po pierwszej zimie w jednym mieszkań pojawił się zaciek, a podobno deweloper nr 1 na pomorzu :) Mieszkania mają cholernie zawyżone ceny, chętnych na nie nie brakuje to i budują te "apartamenty" na sztukę. Wiadomo, że działka plus budowa to też ogromne pieniądze, ale efekt końcowy nieporównywalnie lepszy.

Tłumacz rosyjskiego pisze...

Właśnie robię to samo - wyprowadzam się z miasta. Z tym, że mieszkanie pod wynajem,a budowa z kredytu. Mogę pracować wszędzie, gdzie jest internet.
Udanej budowy!